Oglądasz posty wyszukane dla frazy: stacje Drogi Krzyżowej obrazy

Wielki Post

...Droga Krzyżowa
Droga Krzyżowa to w kościele katolickim piątkowe nabożeństwo wielkopostne
o charakterze adoracyjnym, polegające na symbolicznym odtworzeniu drogi Jezusa
Chrystusa na śmierć i złożenia go do grobu.

Tradycja ta powstała w Jerozolimie.

W średniowieczu rozpowszechnili ją franciszkanie, którzy oprowadzając pątników
zatrzymywali się przy stacjach przedstawiających historię śmierci Jezusa.

Liczba czternastu stacji ustaliła się w XVII wieku.

W kościołach katolickich Droga Krzyżowa przedstawiana jest w formie czternastu
obrazów lub rzeźb rozmieszczonych na ścianach bocznych świątyni.

Stacje drogi krzyżowej to nie tylko odtworzenie wydarzeń z ostatnich dni
Chrystusa. Mają one swą bogatą symbolikę.

Dla katolików są również podstawą rozważań medytacyjnych dotyczących m.in.
tego, czym jest prawda, miłość, cierpienie, śmierć.

 » 

Kto na burmistrza?

Uczucia religijne, jeżeli już to obraża cała ta koncepcja politycznej drogi
krzyżowej - nie mego przecież autorstwa. Różne wydarzenia historyczne uzyskują
w niej - przez samą nazwę i ilość (12) wymiar religijny, z przekazem
ewangelicznym nie będąc w żaden sposób zwiazane. Nikt z inicjatorów ani
sponsorów owej drogi nie potrafił mi odpowiedzieć na pytanie: jak mam rozumieć
sąsiadowanie w poszczególnych "stacjach" tak diametralnie różnych zdarzeń:
niewątpliwie tragicznych - jak rozbiory, wojny i Katyń z wielkimi chwilami
historii i dumy - Konstytucją 3 Maja i powstaniem Solidarności.
Albo autor koncepcji - JR senior uważa uchwalenie konstytucji i
powstanie "Solidarności" za wydarzenia doświadczające ciężko naród niczym
faszyzm i komunizm (wszystkie stacje prawdziwej Drogi Krzyżowej są przecież
zapisami męki) lub jest to jakaś konstrukcja jarmarkowo-odpustowa - tak, jakby
w Drodze Krzyżowej pojawiały się elementy dotyczące Wjazdu do Jerozolimy,
Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania.
Nie miałeś nigdy takich wątpliwości, Bielszczanin? Obrazić uczucia religijne
można wypowiadając się np. na temat Drogi Krzyżowej w Kalwarii ale nie "drogi
krzyżowej" na cmentarzu wojennym w Bielsku. Oceniając ją odnosisz się przecież
do historii, a nie religii. Jesli autor chciał, aby jedno wychodziło na drugie -
to raczej on dopuscił sie prowokacji, nie wiem na ile zamierzonej.

Wesolych Swiat !!

Wesołych... Dzisiaj trafiłam na Drogę Krzyżową, to znaczy, wychodziłam z domu z
psem, a akurat przechodziła procesja. I usłyszałam: stacja ósma. Jezus po raz
drugi pada pod krzyżem...
Gdyby nie "Pasja", jakoś bardziej gładko bym to przełknęła. Te Święta będą pod
znakiem obrazów z "Pasji". Nie mogę się od nich uwolnić...

Najgłupsze odpowiedzi w szkole.....

W sumie prawie dobra odpowiedź. Najgorzej, jak ktoś zna tylko jedną odpowiedź i
myśli, że jest jedyna. Jest kilka miasteczek z "Kalwaria" w nazwie (Góra
Kalwaria, Kalwaria Zebrzydowska). Cmentarz Żydów - chodziło pewnie o pierwowzór,
czyli miejsce straceń, gdzie ukrzyżowano Jezusa. W sumie miejsce straceń a
cmentarz - pojęcia bliskie znaczeniowo. Słownik podaje 3 znaczenia: 1) miejsce
pod Jerozolimą (...), Golgota 2) a) cykl obrazów przedstawiających drogę
krzyżową b) kaplice lub kościoły, rozmieszczone przeważnie na pagórkowatym
terenie,przedstawiające stacje drogi krzyżowej 3) męka, cierpienie.

 » 

Teatr Witkacego-Apendix-czy warto?

Międzynarodowy Dzień Poezji w teatrze Witkacego
Jutro w zakopiańskim Teatrze Witkacego odbędzie się niezwykły koncert "Droga
Krzyżowa - muzyczne obrazy i impresje" z udziałem zespołu "De Profundis" oraz
Jana Nowickiego.

Jest to misterium muzyczno-poetyckie oparte na współcześnie brzmiącej muzyce,
skomponowanej przez Cezarego Chmiela (muzyczne obrazy) i Marka Stryszowskiego
(muzyczne impresje), inspirowanej filozoficznym tekstem ks. Jana Twardowskiego
ukazującym czternaście obrazów stacji w drodze Chrystusa na Golgotę. Klasyczno-
popowo-jazzowa muzyka połączona jest z poetyckimi tekstami, które recytować
będzie wybitny aktor teatralny i filmowy Jan Nowicki. Początek o godz. 19 na
Scenie Witkacego. (KOV)

Uroczystości Wielkiego Tygodnia

Papież jest w dobrej formie, wczoraj dzielnie uczestniczył w Drodze Krzyzowej ,
przejął krzyż na ostatniej stacji i ...powiedział wiele ważnych słów,
wcześniej podczas spowiedzi niespodziewanie przyjął dodatkową osobę , w ten
sposób szala przechyliła się na stronie kobiet , których było 6 , mężczyz o
jednego mniej :-), wiadomo tez ,że spowiadał w 6 jezykach , reszta to
tajemnica...
Piękna uroczystość drogi krzyzowej , wspaniałe obrazy , ciekawe kazania...warto
było zobaczyć

"Ta droga krzyżowa to dzieło szatana"

"Ta droga krzyżowa to dzieło szatana"
"Nie lepsza jest Stacja I. Kominek zastanawia się, symbolem czego jest złamana
kolumna. Według niej może być zakamuflowanym obrazem stosunku płciowego."

Poplakalem sie ze smiechu!
Ja cie nie moge, co za cholerny... taliban.
____________________________________

Gdyby jehowa istnial, to na widok "wyczynow" swojego kosciola, zostalby chyba
ateista.

Prof. Jerzy Duda-Gracz nie żyje

Duda-Gracz pomgajacy niesc krzyz Chrystusowi
Zdjecie obrazu przedstawiajacego jedna ze stacji Drogi Krzyzowej mozna obejrzec
na witrynie Wirtualnej Polonii. Duda-Gracz namalowal tam siebie samego jako
Cyrenejczyka pomagajacego niesz krzyz.

Jest tam tez wiersz Pani Lusi Oginskiej poswiecony malarzowi
www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=8039

Imprezy na środku III Alei to nieuprzejmość

- wara wam od rowerzystow mosci panstwo, zakaz jazdy w alejach nalezy obalic,
chocby sila! ;)
- pana kurpiosa zapamietamy, oj zapamietamy
- takie same stragany widzialem ostatnio na starowce w pradze, posrod grup
turystow z calego swiata, o ile zauwazylem nie wyrazali oni dezaprobaty, ba
nawet rzucali sie na ten "wiesniacki folklor"
- oczami wyobrazni widze, ze w cze-wie wydzielony zostaje obszar tzw. alei
pielgrzymkowej, z zakazem wstepu, wjazdu, wczolgania kogokolwiek poza
pielgrzymami, po bokach mozna by postawic cos na ksztalt ekranow
dzwiekochlonnych, moze nawet z psalmami, stacjami drogi krzyzowej i obrazami
swietych, prowadzacy od granicy miasta nieprzerwanie pod jasna gore. powinna ona
byc prosta i szeroka, aby przez caly czas widac bylo z kazdego jej miejsca
klasztor. najwyzej sie wyburzy kilka kamienic wraz z pospolstwem. miasto placilo
by sprawiedliwie podatek z tego terenu wlascicielom szklanej gory..

Miasta na Szlaku Zabytków Techniki

Częstochowa

Dzisiaj zagram inną, miejską kartą
Częstochowa leży nad Wartą
Miasto to stare a nie nowe
Kiedyś pisali o nim, że przemysłowe

Tam gdzie leży Częstochowa
Jasna Góra w parku się chowa
A tam jest klasztor Paulinów
Który szwedzki potop minął

Skarbów kościoła nie zliczę
Odwiedź przy kościele kaplicę
Tam obraz Czarnej Madonny króluje
Która nas różnymi łaskami obsypuje

Dookoła klasztoru jest Droga Krzyżowa
Wejdź na nią gdy będzie dobra pogoda
Uklęknij przed ołtarzem, zadumaj się na chwilę
W ciszy spokoju, ja zostanę w tyle

Gdy w Częstochowie dłużej zostaniesz
Odwiedź może Muzeum Zapałek
Gdy co z czasem zrobić nie będziecie wiedzieli
Odwiedźcie może też Muzeum Historii Kolei

A jak będziesz chciał coś inaczej kolega
To wstąp na kawę i pączki do Bliklego
A potem już coś nowego się zacznie
Bo masz tylko dwa kroki na stację

Uliczna Droga Krzyżowa

wyjasnienie dla dennis_lance bo chyba biedak nie bardzo kojarzy kwesti nie
bardzo rozumiem dzieciaka czy chcial byc dowcipny..... tak naprawde zanim ktos
cos na pisze niech sie choc 3 sekundy zastanowi!!!

Droga Krzyżowa to w kościele katolickim piątkowe nabożeństwo wielkopostne o
charakterze adoracyjnym, polegające na symbolicznym odtworzeniu drogi Jezusa
Chrystusa na śmierć i złożenia Go do grobu.

Tradycja ta powstała w Jerozolimie. W średniowieczu rozpowszechnili ją
franciszkanie, którzy oprowadzając pątników zatrzymywali się przy stacjach
przedstawiających historię śmierci Jezusa. Liczbę czternastu stacji ustalono w
XVII wieku.
W kościołach katolickich Droga Krzyżowa przedstawiana jest w formie czternastu
obrazów lub rzeźb rozmieszczonych na ścianach bocznych świątyni. Stacje drogi
krzyżowej to nie tylko odtworzenie wydarzeń z ostatnich dni Chrystusa. Mają one
swą bogatą symbolikę. Dla katolików są również podstawą rozważań medytacyjnych
dotyczących m.in. tego, czym jest prawda, miłość, cierpienie, śmierć.

jakie nabożeństwo Drogi Krzyżowej dla dzieci?

jakie nabożeństwo Drogi Krzyżowej dla dzieci?
Wielki Post zbliża się wielkimi krokami. Zastanawiam się, co
można powiedzieć dzieciom w czasie nabożeństwa Drogi Krzyżowej.

U nas w kościele dzieci na Drodze Krzyżowej jest dużo. Tworzą
wielobarwny, zróżnicowany wiekowo tłumek. Idą za krzyżem od
stacji do stacji. Czasami gadają, czasami bardzo zainteresowane
są sobą nawzajem. Niektórzy rodzice siedzą w ławkach, innych nie
ma w kościele. Śpiew i przyklękanie przy kolejnym obrazie
skupia ich na moment na wydarzeniach Męki Jezusa.
Myślę, że ciężko zmienić tę "beztroskę", ale co można zrobić,
aby jednak bardziej skupić ich uwagę? To jedno, a drugie, jakich
słów użyć? O czym powiedzieć im w rozważaniu? Na ile opowiedzieć
wydarzenia Drogi Krzyżowej, a na ile odnieść je do ich życia?
...Ciągle mam niedosyt z tych nabożeństw dla dzieci.

9.III. piątek - czytania

>posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy
chwycili jego sługi i jednego obili, >drugiego zabili, trzeciego zaś
ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z
>nimi tak samo postąpili
>W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna

Dziś znowu piątek, dzień męki Pańskiej. Idąc stacjami Drogi krzyżowej rozważymy
Mękę, rozważymy i nasz krzyż. Że tyle naszych upadków, niewierności, grzechów...
Że i nam trudno i nie zawsze potrafimy pozostać wierni... Odwracamy się do Boga
plecami. Tak łatwo nam to przychodzi. A On - się na nas nie obraża. Szanuje NAS.
Nasz wybór. Czeka...

Problemy dziecka pierwszokomunijnego

Silije, wiesz co - nie obraz sie, ale, no, mnie sie wydaje, ze tu
troche wadzi to podejscie do "dziecka zdolnego".

Jakos tak czuje przez skore, ze Ty jej chcesz zapewnic - i ona tego
nieustajaco oczekuje - rozne "inne, lepsze" warunki do roznych
aktywnosci.
Nic w tym zlego (sama bylam dziecko zdolne, ktoremu zapewniano
mnostwo okazji do rozwoju, z ktorego wyrosl srednio zdolny dorosly -
jak sie sama mialam zatroszczyc o stymulowanie tych zdfolnosci, to
mi sie juz nie chcialo ;-))), tyle tylko, ze nie w kazdych
okolicznosciach to sciganie sie jest istota tego, w czym sie w zyciu
uczestniczy. W Kosciele naprawde nie ten jest "wazniejszy", kto
spiewa psalm czy czyta stacje drogi krzyzowej. Nawet nie ten, kto
zna wszystkie historie biblijne ZAMIAST uczestnictwa we Mszy sw.
Ta droga, chyba, jest slepa.

W liturgii wszystko ma sens, i zglebianie tych sensow moze byc
wspaniala - rowniez intelektualna - przygoda. To, ze sie kleka, to
wcale nie jest "stadne", tylko trzeba to rozumiec. Skoro corka jest
zdolna, to moze mozna sprobowac ja zaciekawic, dlaczego tak sie
dzieje. Dlaczego rozne inne znaki i symbole sa uzywane. Ale bym
zdecydowanie byla przeciwna zastepowaniem tego czyms innym,
czytaniem np. To nie jest tak, ze obojetne, co sie robi w kosciele,
byle byc cicho, i byle to bylo cokolwiek z religia zwiazanego.

Czy Pasja obraża Żydów

Czy Pasja obraża Żydów
Australia: Droga Krzyżowa podczas Światowych Dni Młodzieży zostanie
skrócona o sześć stacji. Wszystko po to, by nie obrazić Żydów

www.rp.pl/artykul/141566.html

2 kwietnia, niedziela - rozwazania

Już całkiem blisko są święta, te najważniejsze dla nas święta, ukazujące
podstawę naszej nadziei. Jezus w ewangelii zapowiada te wydarzenia: "Nadeszła
godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy." Uwielbienie odbywa się w dziwny
sposób, trudny do przyjęcia przez Żydów. Jezus mówi: "Jeżeli ziarno pszenicy
wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi
plon obfity." Jest to zdanie, które bardzo lubię, które kojarzy mi się z
ostatnią stacją drogi krzyżowej, ze złożeniem Jezusa do grobu, które kojarzy mi
się z Wielką Sobotą, gdy wszystko czeka, aby wybuchnąć nowym życiem :-)
Rozmawiałyśmy ostatnio sporo o roślinach, kwiatach, wiosennym przesadzaniu. To
taki jasny obraz. Już dzieci obserwują ziarno fasolki, które marszczy się,
oddaje z siebie wszystko co ma najlepsze, obumiera, ale wydaje na świat nową
roślinę :-) - może przy okazji w ramach wychowania w wierze wyhodować fasolkę
;-)
Wiem, dużo radości w tym moim rozważaniu, choć przed wybuchem nowego życia,
chwile trudne - męka, śmierć. Ale jak mówi Jezus, nie da się inaczej. Po prostu
się nie da...
"Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste." Tak, aby we mnie spełniła się Twoja
wyrocznia: " Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu.
Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem"

PS. Autorka rozwazania jest oczywiscie Mama Kasia - ja tylko wykonalam
copy-paste, z racji Jej wyjazdu ;-))).

rozszerzony - temat 2

Wstep - zdefiniowany tytuł (odwołanie do XII-ksiągu Pana tadeusza,
słowa stacja skojarzyło mi się z Drogą Krzyżową ;>)

Rozwinięcie - obraz małej ojczyzny: obraz miasta brzydkiego, znienawidzonego itd
+ obraz miasta-bohatera + miasto rodzinne; różne środki/zabiegi stylistyczne
jakie uzyto, aby ukazać te obrazy .... nastepnie: rola nawiązań do Pana
Tadeusza (kontrasty i takie tam inne zestawienia)

Zakończenie - jakies tam podsumowanie powyższego

Pisałam też takie pierdoły typu rodzaj liryki, kto jest podmiotem lir.,
aytuacjaliryczna, inne postaci....

Czuję takie zrezygnowanie, że to jest nie-do-opisania!
Mam wrażenie, że o 80% moge przestac marzyć...
Czuję, że wszystko było źle, a jesli nawet dobrze - nie bedzie tego wkluczu...

:((

Za dwie godziny wybieram sie na Pasje M.Gibsona

Mam nadzieje, ze odezwie sie Emily i podzieli sie wlasnymi wrazeniami audio.
Mowie calkiem serio Ado - ten dzwiek byl po rostu oszolamiajacy.
.
Co do reszty... no coz, dlugo by mowic... Ogolnie zadowolony jestem, ze
wybralismy sie. Dawno nie jadlem popcornu. Kupilismy sobie duza torbe - dzieki
czemu mialem zajecie przez cala meke panska. To bardzo!!! graficzny film. Gdy
czyta sie PS lub oglada koscielne malowidla to jakos nie wywoluje to wlasciwych
skojarzen z obrazeniami jakich moze doznac czlowiek w wyniku katowania go tymi
roznymi biczami opisanymi w PS. No wiec wyobraz sobie, ze Gibson bardzo ladnie
oddal te skore w strzepach - jedna wielka poorana do miesa i kosci opuchlizna.
Tymi wstrzasajacymi obrazami trafil mi Mel do przekonania. Kiedys trafil mi w
kolor Jezus z malwidel we wnekach stacji drogi krzyzowej, na terenie starego
kosciola w Rabce. W odroznieniu od wszystkich innych Jezusow, ktorych widzialem
do tamtej pory, Jezus z Rabki - dziecko zdrowej goralskiej wyobrazni - to byl
kawal chlopa. Z taaakimi bicepsami ) A czy jakas fizyczna mizerota mogla
przetrwac to nieludzkie znecanie sie nad nia? Aktor z filmu zdecydowanie nie
byl ulomkiem. Moim zdaniem, film byl bardzo starannie przemyslany.
.
Acha, Jezusa zabili Wlosi.
.
K.P.

Czy Polacy byli naprawde az takimi bohaterami

Poruszyles wielce drazniacy "prawdziwych patriotow" temat-moze wiec nieco
wyjatkow z prasy na temat poskiej "bohaterszczyzny"
*****************
.
- Polska historia jest czarno-biala. Gdy w szkole czytamy o Kosciuszce,
Mickiewiczu, Emilii Platter, Sucharskim, to mamy przed oczami pomniki, a nie
zywych ludzi.
- Historykom nie wolno powiedziec, ze
Kosciuszko tak sie spil pod Maciejowicami,
ze zapomnial wziac mapy i nie mógl dowodzic bitwa, przegrywajac ja na wlasne
zyczenie, ze Józef Poniatowski, slynny uwodzicielski ksiaze "Pepi" - byl lysy
jak kolano. Dopiero niedawno Ryszard Swietek udowodnil, ze Pilsudski byl
niemieckim agentem. Bral pieniadze od Niemców, Austriaków i od Japonczyków. Czy
robil zle? Nie. Trzeba bylo brac. Bo wszystko wydawal na Polske. Dmowski tez
bral. Major Sucharski nie dowodzil obrona Westerplatte. Dowodzil Dabrowski.
Niemcy szturmowali Westerplatte tylko raz, 1 wrzesnia. Potem ostrzeliwali nas z
powietrza, ladu i wody. Planowali ponowic atak 8 wrzesnia, ale 7 sie
poddalismy. Nie mozna na klamstwie tworzyc obrazu dziejów. Przez wieki nasze
niepowodzenia kompensowalismy sobie patetyczna historia. Budowalismy oltarze,
droge krzyzowa narodu polskiego. Przy kazdej stacji modlimy sie i opowiadamy
legendy. Ale przyszla wolnosc i kazdy zdrowy naród powinien odrzucac nieprawde.
Tymczasem mówi sie, ze nasi historycy kiedys klamali nieswiadomie, a dzisiaj
stali sie w tym profesjonalistami. Jak udowodnili to Francuzi, historia nie
jest nauka o przeszlosci, lecz o przyszlosci. I jezeli w 1981 roku Polska nie
splynela krwia, to moze dlatego, ze wreszcie zaczynamy wyciagac z tej
przeszlosci wlasciwe wnioski. Podczas wojny bolszewickiej polscy zolnierze
zagladali poleglym Rosjanom w gardla, zeby zobaczyc, czy maja czerwone
podniebienie a kiedy nie bylo pod reka "poleglych"-przezynano im szablami
gardziele. Dzis zyjemy w dobie telewizji satelitarnej i mam nadzieje, ze konczy
sie juz wiek ciemnoty, klamstwa i falszywych ideologii.
********************8
Zapewniam,ze to dopiero wierzcholek gory lodowej w "odbrazawianiu" polskich
mitow
pozdr.

z dziejów głupoty w Polsce - rekolekcje dla szkół

Już po raz ósmy w piątek ulicami Suwałk przeszli wierni niosąc krzyż i
rozważając tajemnice Męki Pańskiej. Przy 14 stacjach wspominano sceny z życia
Chrystusa, poczynając od sądu Piłata, przez trzykrotny upadek pod ciężarem
krzyża, pomoc Szymona z Cyreny i Marii Magdaleny, na śmierci na krzyżu
kończąc.

- Wartość krzyża doceniamy dopiero wtedy, kiedy życie zmusza nas do padnięcia
na kolana - mówił w homilii ks. bp. Jerzy Mazur, ordynariusz Diecezji
Ełckiej, który prowadził Drogę Krzyżową.
Tak być nie może, o czym przypominały rozważania przy stacjach męki pańskiej
prowadzone przez wspólnotę "Odnowa w Duchu Świętym”. Każdy z nas spotka w
życiu swego Piłata. Każdy kiedyś upadł lub upadnie, przygnieciony ciężarem
swego, ziemskiego krzyża. Ale każdy w swoim życiu powinien spotkać Szymona,
który pomoże mu dźwigać krzyż i Marię Magdalenę, która swoją chustą otrze
zakrwawioną lub zapłakaną twarz.
W krzyżu zbawienie, w krzyżu cierpienie, w krzyżu miłości nauka -śpiewali
wierni podążając za krzyżem z parafii pw. Matki Bożej Miłosierdzia na os.
Północ do konkatedry św. Aleksandra w centrum Suwałk.
Przy stacji XI, wspominając "Przybicie Jezusa do krzyża”, prowadzacy modlitwę
mówił m.in.: "Ojcze naucz nas przebaczać tym, którzy wyrządzili nam zło,
chociaż na nie nie zasłużyliśmy. Naucz nas przebaczać tak, jak Twój Syn
przebaczył ukrzyżowanym obok łotrom. Bowiem "oni nie wiedzą co czynią”. Daj
serce zdolne do miłości, która kruszy i łamie potęgę zła”.
Człowiek, chociaż stworzony na obraz i podobieństwo Boże, nie jest wolny od
grzechu. Grzechu, którym codziennie nakłada na głowę Chrystusa cierniową
koronę i wysyła go na krzyżową drogę. A tak być nie musi. Nie trzeba wielkich
wyrzeczeń. Wystarczy podążać za wskazaniem w drogowskazu, którym jest
Krzyż.Donosi Gazeta Współczesna - organ opcji rządzącej na Podlasiu, Pięknie
napisane jak homilia, mniej pięknie wykonane na ulicach miasta. Chociaż może
i dobrze bo te dziurawe ulice tylko do nabożeństw się nadają. A świątyń ci u
nas dostatek bo aż 12 parafii i każda ma świątynie i plebanie. Po co śmiecić
i brudzić w kościele można to robić na ulicy i sprzątać nie trzeba. Program
oszczędnościowy parafii ? Szczęście że nie doszło do kraksy tak jak w jednej
wsi posuwalskiej Becejły. Rozpędzony pojazd wjechał w uczestników nabożeństwa
drogi krzyżowej odprawianej na drodze . Tak trzymać . Alleluja i do przodu.

16 XII - włamanie do Kościoła

nie zdążyli wynieść obrazu, ale troche zdemolowali przy ołtarzu, obrazy i chyba
kawałek stacji drogi krzyzowej

czy u was też łażą po drogach ?

czy u was też łażą po drogach ?
Już po raz ósmy w piątek ulicami Suwałk przeszli wierni niosąc krzyż i
rozważając tajemnice Męki Pańskiej. Przy 14 stacjach wspominano sceny z życia
Chrystusa, poczynając od sądu Piłata, przez trzykrotny upadek pod ciężarem
krzyża, pomoc Szymona z Cyreny i Marii Magdaleny, na śmierci na krzyżu
kończąc.

- Wartość krzyża doceniamy dopiero wtedy, kiedy życie zmusza nas do padnięcia
na kolana - mówił w homilii ks. bp. Jerzy Mazur, ordynariusz Diecezji
Ełckiej, który prowadził Drogę Krzyżową.
Tak być nie może, o czym przypominały rozważania przy stacjach męki pańskiej
prowadzone przez wspólnotę "Odnowa w Duchu Świętym”. Każdy z nas spotka w
życiu swego Piłata. Każdy kiedyś upadł lub upadnie, przygnieciony ciężarem
swego, ziemskiego krzyża. Ale każdy w swoim życiu powinien spotkać Szymona,
który pomoże mu dźwigać krzyż i Marię Magdalenę, która swoją chustą otrze
zakrwawioną lub zapłakaną twarz.
W krzyżu zbawienie, w krzyżu cierpienie, w krzyżu miłości nauka -śpiewali
wierni podążając za krzyżem z parafii pw. Matki Bożej Miłosierdzia na os.
Północ do konkatedry św. Aleksandra w centrum Suwałk.
Przy stacji XI, wspominając "Przybicie Jezusa do krzyża”, prowadzacy modlitwę
mówił m.in.: "Ojcze naucz nas przebaczać tym, którzy wyrządzili nam zło,
chociaż na nie nie zasłużyliśmy. Naucz nas przebaczać tak, jak Twój Syn
przebaczył ukrzyżowanym obok łotrom. Bowiem "oni nie wiedzą co czynią”. Daj
serce zdolne do miłości, która kruszy i łamie potęgę zła”.
Człowiek, chociaż stworzony na obraz i podobieństwo Boże, nie jest wolny od
grzechu. Grzechu, którym codziennie nakłada na głowę Chrystusa cierniową
koronę i wysyła go na krzyżową drogę. A tak być nie musi. Nie trzeba wielkich
wyrzeczeń. Wystarczy podążać za wskazaniem w drogowskazu, którym jest
Krzyż.Donosi Gazeta Współczesna - organ opcji rządzącej na Podlasiu, Pięknie
napisane jak homilia, mniej pięknie wykonane na ulicach miasta. Chociaż może
i dobrze bo te dziurawe ulice tylko do nabożeństw się nadają. A świątyń ci u
nas dostatek bo aż 12 parafii i każda ma świątynie i plebanie. Po co śmiecić
i brudzić w kościele można to robić na ulicy i sprzątać nie trzeba. Program
oszczędnościowy parafii ? Szczęście że nie doszło do kraksy tak jak w jednej
wsi posuwalskiej Becejły. Rozpędzony pojazd wjechał w uczestników nabożeństwa
drogi krzyżowej odprawianej na drodze . Tak trzymać . Alleluja i do przodu.

Słońce wschodzi raz na dzień - dobry film polecam

Nie wiem co to za Odkrzaski, ale w jednej ze scen
zapytali o Jaworzynkę!

A to już u Nas!
Jaworzynka

Wieś powstała nieco później niż Istebna, a leży na południowym krańcu Beskidu
Śląskiego, u zbiegu trzech granic: polskiej, czeskiej i słowackiej. Do
Jaworzynki prowadzi niezwykle widokowa droga od strony Istebnej i Koniakowa,
prowadząca grzbietem wyniesionym średnio 650 m, przez który przebiega europejski
dział wodny (potok Czadeczka po lewej należy już do zlewiska Morza Czarnego).

Licząca trzy tysiące mieszkańców wioska rozciąga się wzdłuż drogi z Istebnej i
Koniakowa w kierunku granicy ze Słowacją na długości ok. 3,5 km. Ostatni
przystanek PKS znajduje się w Trzycatku, który jest najbardziej na południe
wysuniętą częścią wsi. Oprócz zabudowań ciągnących się na grani, Jaworzynka
posiada także szereg przysiółków i osad rozrzuconych na zboczach Wawrzaczowego
Gronia oraz w dolinach potoków Czadeczki i Krężelki.

Centrum wioski skupiło się przy głównej drodze, w pobliżu sklepów, przystanku
PKS i kościoła św. Piotra i Pawła. Kościół jest nowy, powstał w latach 50.,
jednak warto zwrócić uwagę na jego wystrój. Ołtarz główny został wykonany przez
ludowego rzeźbiarza, Józefa Bocka, natomiast obraz wiszący w ołtarzu,
przedstawiający apostołów Piotra i Pawła w górskim pejzażu, otoczonych stadem
owiec, został namalowany przez pochodzącego z Istebnej Jana Wałacha, który
wykonał także stacje drogi krzyżowej oraz drewniany, rzeźbiony krucyfiks.

Do miejsc wartych odwiedzenia należy też Muzeum Regionalne Na Grapie, mieszczące
się w dużym drewnianym domu, przy głównej drodze (kilkaset metrów od centrum, po
lewej stronie, jadąc w kierunku Istebnej; przy drodze stoi duża tablica
informacyjna). W muzeum (czynnym w godz. 10.00-14.00) można zobaczyć ekspozycję
dotyczącą kultury górali beskidzkich, stroje ludowe, dawne sprzęty domowe i
gospodarcze, naczynia. Poza tym prezentowane są tu niezwykle ciekawe dzieła
miejscowych twórców ludowych, m.in. rzeźby Jana Bojki.

Jaworzynka, podobnie jak Istebna i Koniaków, słynie z kultywowania miejscowych
tradycji. W niejednym domu przetrwała przekazywana z pokolenia na pokolenie
sztuka hafciarska, czy też tradycja opowiadania starych gawęd. We wsi działa
regionalny zespół prezentujący tańce góralskie i zbójnickie.
przewodnik.onet.pl/1198,2180,1069230,artykulr.html

Odszedł Jerzy Duda-Gracz [']

Odszedł Jerzy Duda-Gracz [']
Jeden z najwybitniejszych i najbardziej popularnych polskich malarzy, profesor
Jerzy Duda-Gracz nie żyje. Zmarł nagle, w Łagowie, gdzie uczestniczył w
plenerze malarskim.

Urodzony w 1941 roku Duda-Gracz Jerzy był malarzem, absolwentem, a następnie
wykładowcą malarstwa i rysunku w filii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w
Katowicach.

Wnikliwy satyryk, reprezentował ostry program publicystyczno - moralizatorski
i osąd nad zdeprawowanym człowiekiem współczesnym, tworzył sceny rodzajowe,
oparte na tradycji malarskiego surrealizmu i ekspresjonizmu.

Duda-Gracz w swoich obrazach za pomocą postaci ludzkich o karykaturalnie
zdeformowanych ciałach oraz powszechnie czytelnych symboli obnażał i wytykał
swoim rodakom wady: głupotę, nietolerancję, zakłamanie, chamstwo, lenistwo,
ślepą fancynację pieniądzem i kulturą amerykańską.

Jego obrazy stanowiące przegląd obyczajowości polskiej są przechowywane w
czołowych Muzeach Narodowych (Kraków, Warszawa, Gdańsk, Poznań), a także w
Muzeum Sztuki w Łodzi.

Jest autorem m.in.: Pamięci ojca (1970), List na zachód (1973), Jeźdźcy
Apokalipsy czyli Fucha (1977), Kalendarz polski (1981), Wigilia (1981),
autoportretów i portretów, m. in J. Waldorffa, K. Rudzkiego.

W 2000 roku został odznaczony przez Aleksandra. Kwaśniewskiego Krzyżem Wielkim
Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia artystyczne.

W 2001 w Częstochowie, skąd pochodził, w klasztorze zakonu OO. Paulinów na
Jasnej Górze została odsłonięta Golgota Jasnogórska. Dzieło, na które składa
się 18 obrazów tablicowych ilustrujących 14 stacji Drogi Krzyżowej oraz
zmartwychwstanie Jezusa, spotkanie z niewiernym Tomaszem, rozesłanie Apostołów
i Wniebowstąpienie, powstało z okazji obchodów Jubileuszu Chrześcijaństwa.
[onet.pl]

Kościół w Grabówce - co dalej?

Kościół w Grabówce - co dalej?
Przypominam tę smutną wiadomość, która pojawiła się w niemal
wszystkich serwisach 20 kwietnia 2007 r.:

"W nocy z 19 na 20 kwietnia 2007 r. spłonął drewniany, XVII-wieczny
kościół w Grabówce w archidiecezji przemyskiej. Strażakom i
mieszkańcom wsi udało się uratować część wyposażenia. Ze wstępnych
ustaleń wynika, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji
elektrycznej. Władze gminy zadeklarowały pomoc w odbudowie świątyni.

Z uwagi na szybkie rozprzestrzenianie się ognia spaleniu uległ dach
i wnętrze drewnianego kościoła wybudowanego jeszcze w 1631 roku.

- Z pożaru ocalało część przedmiotów. Udało się uratować m.in. obraz
z ołtarza głównego, obrazy stacji drogi krzyżowej, krzyż stojący
przy ołtarzu - wylicza aspirant sztabowy Bogdan Biedka z Komendy
Powiatowej PSP w Brzozowie. W akcji brały udział 32 jednostki straży
pożarnej.

Pożar zauważył jeden z mieszkańców wsi, paliła się zewnętrzna ściana
świątyni, ogień zajął również część drewnianych elementów pod
dachem. Zarzewie ognia znajdowało się w pobliżu przyłącza
elektrycznego, prawdopodobnie to zwarcie instalacji było przyczyną
pożaru. "Ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał, płonęły drewniane
ściany, palił się gont znajdujący się pod blachą. To był drewniany
kościół, przez lata konserwowany ropą. Dopiero w ostatnich latach
używano impregnatów ognioochronnych - mówi asp. Biedka.

Pożar zniszczył jednak część ścian, wypalone zostały wszystkie
ściany wewnątrz. Nie udało się uratować bocznych ołtarzy. Dach
zawalił się do środka, ale nie naruszył konstrukcji nośnych Nie
spłonęły dwie przybudówki - zakrystia i wejście.

Kościół w Grabówce został wzniesiony w latach 1624-31 przez
Hieronima Nagórskiego i do 1921 r stał w Grabownicy Starzeńskiej.
Został przeniesiony do Grabówki, gdy w Grabownicy wybudowano
murowaną świątynię. Był to budynek jednonawowy, konstrukcji zrębowej
na podmurowaniu. Wyposażenie kościoła pochodziło z XVII-XIX
stulecia. Do najcenniejszych należała belka tęczowa z
siedemnastowiecznym krucyfiksem oraz figurami Matki Boskiej i św.
Jana z XIX wieku."

Jak Gmina Dlugoleka wydaje pieniadze podatnikow...

Jak Gmina Dlugoleka wydaje pieniadze podatnikow...
......lekka reka, oczywiscie....

Jak podaje gminny biuletyn nr 4/2009:

W gminie przeznaczono w tym roku 120.000 PLN na dotacje do
konserwacji gminnych zabytkow.....
.....z tym, ze ta dotacje otrzymaly koscioly, jak np kosciol w
Mirkowie, ktory byl poswiecony dopiero 2 lata temu i jeszcze nie jest
calkowicie skonczony.....

Jak podaje biuletyn koscioly te otrzymuja m.in.

- Parafia Rzymsko – Katolicka p. w. Św.Brata Alberta w Mirkowie
kwota dofi nansowania 15 500,00 zł na zadanie: Sukcesywna
wymiana ram 14 Stacji Drogi Krzyżowej,

- Parafia Rzymsko – Katolicka p.w. św. Brata Alberta Chmielowskiego
w Mirkowie kwota dofi nansowania 10 500,00 zł na zadanie:
Renowacja obrazu „Ukrzyżowania” połączona z wymianą ramy,

- Parafia Rzymsko – Katolicka p.w. Św.Michała Archanioła w Długołęce
kwota dofi nansowania 12 000,00 zł na zadanie: Kontynuacja prac
konserwatorskich przy obrazach Stacji Drogi Krzyżowej,

- Parafia Rzymsko – Katolicka p.w. św.Józefa Oblubieńca NMP w
Pasikurowicach- kwota dofi nansowania 12 000,00 zł na zadanie:
Wykonanie do obiektu zabytkowego przyłącza wodno – kanalizacyjnego
wraz z montażem zbiornika bezodpływowego.

itp.....

www.gmina.dlugoleka.pl/resources/1351.pdf
A rozpadajaca sie ulica Jagiellonska przy Kosciele w Mirkowie,
poczeka sobie na lepsze czasy...i pieniadze unijne....

Watpie rowniez, ze te pieniadze pojda na ramki dla swietych
obrazkow, gdy kosciol nie jest jeszcze calkiem otynkowany....

Pani wojt, Iwona Agnieszka Łebek napewna juz sobie zasluzyla na
dozgonna wdziecznosc niebios, i nie dba czy inni sobie polamia nogi
na dziurawych drogach i chodnikach....

Wycieczki samochodowe po Europie.

c.d.
Locarno oddziela od Ascony tylko ujście rzeki Maggia i można by właściwie
powiedzieć, że obie miejscowości tworzą jedną całość. Miasto znane przede
wszystkim z odbywających się tu w sierpniu na Piazza Grande Międzynarodowych
Festiwali Filmowych, ale oprócz tego można tu znaleźć piękne i ciekawe miejsca:
sanktuarium maryjne Madonna del Sasso, Stare Miasto zwane Cita Vecchia oraz
zrekonstruowany częściowo zamek Castello Visconti.

Najpierw udajemy się do położonego ponad miastem klasztoru Madonna del Sasso,
który wybudowany został w 1480 r. w miejscu, gdzie mnichowi Bartolomeo d`Ivrea
ukazała się Najświętsza Maria Panna. Od sanktuarium można dostać się na trzy
sposoby: dojechać samochodem drogą wiodącą do Orselina, wjechać z centrum
Locarno funiculare lub podążyć przemierzaną przez pielgrzymów wiodącą pod górę
stromą ścieżką mijając kolejne stacje Drogi Krzyżowej. Wybieramy pierwszy
wariant i po kilku minutach zatrzymujemy się na parkingu powyżej klasztoru.
Osaczona na skale, zanurzona w zieleni drzew żółta bryła kościoła z czerwono-
brunatnym dachem wygląda imponująco. Poniżej piękny widok na miasto i Jezioro
Maggiore.

Dość szerokimi, wygodnymi schodami podążamy w dół. Już z bliska podziwiamy
arkadowe krużganki klasztorne i przez bramę wchodzimy na teren sanktuarium.
Przechodzimy przez niewielki dziedziniec dolny, który ozdabia posąg założyciela
klasztoru i schodami znajdującymi się wewnątrz zabudowań idziemy w górę do
świątyni. Po drodze oglądamy ukrytą w jednej z nisz grupę rzeźb
przedstawiających "Ostatnią wieczerzę". Rzeźby trochę prymitywne i nadgryzione
zębem czasu (a może korników), ale sprawiają wrażenie naturalną wielkością
postaci i dbałością o szczegóły w ich odwzorowaniu. W innej z nisz ukryta jest
z kolei rzeźba Piety.

Dochodzimy do dziedzińca górnego, gdzie na jednej ze ścian umieszczone zostały
obok siebie dwa zegary: mechaniczny i słoneczny, a stamtąd po szerokich
schodach wchodzimy do bazyliki.
Kościół jest jednonawowy. Mimo dużej ilości złoceń jego wnętrze jest mroczne,
co sprawia niemal zupełny brak okien oraz pomalowane na ciemnoniebiesko i
granatowo ściany i sklepienia. Zachwycające są jednak proste kolumny z
kremowego i różowego marmuru oraz usytuowane po obu stronach balkoniki, kryjące
w swych niszach organy. Po obu stronach głównego ołtarza, gdzie w ozdobionej
sześcioma kolumienkami niszy znajduje się figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem,
dwa witrażowe okna. W jednym z nich przedstawiona jest scena "Zwiastowania", w
drugim "Nawiedzenie przez Marię św. Elżbiety".

Jeszcze kilkuminutowy spacer małym fragmentem Drogi Krzyżowej otoczonej
zielenią położonych na stoku góry ogrodów i wracamy do samochodu. Dla
poszukiwaczy śladów polskości w różnych zakątkach Europy mogę jeszcze dodać, że
nieopodal sanktuarium znajduje się granitowa kapliczka wotywna z obrazem Matki
Boskiej Ostrobramskiej ufundowana przez internowanych polskich żołnierzy.

Jedziemy w dół do Citta Vecchia i parkujemy obok pochodzącego z XIV-XVI w.
kościoła San Francesco (1CHF/h) Wejście do kościoła zamknięte, ale przez
znajdującą się obok bramę przechodzimy na rozległy dziedziniec, gdzie zachwyca
nas namalowany w niszy na murze obraz oraz arkadowe krużganki.

Prowadzącą w dół, na prawo od kościoła, wąską uliczką dochodzimy do
zrekonstruowanego częściowo Castello Visconti. Fortyfikacje zamkowe, grube mury
i baszta sprawiają kolosalne wrażenie. Niestety wstęp na teren zamku i do
znajdującego się w jego wnętrzach Muzeum Archeologicznego jest niemożliwy z
powodu sjesty. Idziemy więc dalej w kierunku tworzącej serce miasta Piazza
Grande podziwiając po drodze piękne domy bogatych patrycjuszy zdobne
eleganckimi loggiami. Kamieniczki ozdabiają też różnorodne malowidła, okucia i
rzeźby. Niektóre są tak piękne, że aż nie sposób oderwać od nich oczu.

Dochodzimy do brzegu jeziora i przysiadamy na chwilę na ławeczce przy porcie
wchłaniając w siebie cudny widok na jezioro i położone na zboczu góry miasto.
Choć w Locarno jeszcze świeci słońce nad jeziorem i górami zaczynają się
gromadzić deszczowe chmury. Po kilkunastu minutach zaczyna padać deszcz, więc
wracamy do samochodu i jedziemy na camping. Deszcz towarzyszy nam przez cała
powrotną drogę.
c.d.n.

Czy Polacy byli naprawde az takimi bohaterami

Gość portalu: Kraken napisał(a):

> Poruszyles wielce drazniacy "prawdziwych patriotow" temat-moze wiec nieco
> wyjatkow z prasy na temat poskiej "bohaterszczyzny"
> *****************
> .
> - Polska historia jest czarno-biala. Gdy w szkole czytamy o Kosciuszce,
> Mickiewiczu, Emilii Platter, Sucharskim, to mamy przed oczami pomniki, a nie
> zywych ludzi.
> - Historykom nie wolno powiedziec, ze
> Kosciuszko tak sie spil pod Maciejowicami,
>
A czy to jest najwazniejsze,ze sie spil?A moze jeszcze uczyc dzieci ile
panienek przelecial?

ze zapomnial wziac mapy i nie mógl dowodzic bitwa, przegrywajac ja na wlasne
> zyczenie,

Zgoda przegral jedna bitwe ale nic wiecejnie zrobil?Skoro ty o tym wiesz wiedza
i inni to co trzeba pomniki jego poburzyc?

ze Józef Poniatowski, slynny uwodzicielski ksiaze "Pepi" - byl lysy
> jak kolano.

A no to straszny problem .

Dopiero niedawno Ryszard Swietek udowodnil, ze Pilsudski byl
> niemieckim agentem. Bral pieniadze od Niemców, Austriaków i od Japonczyków.
Czy
>
> robil zle? Nie. Trzeba bylo brac. Bo wszystko wydawal na Polske. Dmowski tez
> bral. Major Sucharski nie dowodzil obrona Westerplatte. Dowodzil Dabrowski.
> Niemcy szturmowali Westerplatte tylko raz, 1 wrzesnia. Potem ostrzeliwali nas
z
>
> powietrza, ladu i wody.

Podaj jakies zrodla Kraken .

Planowali ponowic atak 8 wrzesnia, ale 7 sie
> poddalismy. Nie mozna na klamstwie tworzyc obrazu dziejów. Przez wieki nasze
> niepowodzenia kompensowalismy sobie patetyczna historia. Budowalismy oltarze,
> droge krzyzowa narodu polskiego. Przy kazdej stacji modlimy sie i opowiadamy
> legendy.

Ale o jakie legendy ci chodzi?O to ,ze Pepi byl lysy?

Ale przyszla wolnosc i kazdy zdrowy naród powinien odrzucac nieprawde.
>
> Tymczasem mówi sie, ze nasi historycy kiedys klamali nieswiadomie, a dzisiaj
> stali sie w tym profesjonalistami. Jak udowodnili to Francuzi, historia nie
> jest nauka o przeszlosci, lecz o przyszlosci. I jezeli w 1981 roku Polska nie
> splynela krwia, to moze dlatego, ze wreszcie zaczynamy wyciagac z tej
> przeszlosci wlasciwe wnioski. Podczas wojny bolszewickiej polscy zolnierze
> zagladali poleglym Rosjanom w gardla, zeby zobaczyc, czy maja czerwone
> podniebienie a kiedy nie bylo pod reka "poleglych"-przezynano im szablami
> gardziele. Dzis zyjemy w dobie telewizji satelitarnej i mam nadzieje, ze
konczy
>
> sie juz wiek ciemnoty, klamstwa i falszywych ideologii.
> ********************8
> Zapewniam,ze to dopiero wierzcholek gory lodowej w "odbrazawianiu" polskich
> mitow
> pozdr.

a co to bedzie jak otworza amerykanskie i nie tylko amerykanskie archiwa.

hohohoho wiesz ile klamstw wyjdzie na jaw?

Zamki, pałace i dworki na Górnym Śląsku

Kilkaset metrów dzieli Łężczok od lasu Obora (kierujemy się z Markowic na
Rybnik) z Arboretum Bramy Morawskiej. Ten dawny las książęcy dziś jest
ulubionym miejscem spacerowym raciborzan. U progu lasu wita nas duża kamienna
brama. Dalej prowadzi ścieżka edukacyjna z szeregiem tablic informacyjnych.
Niemałą atrakcją jest zoo (czynne od świtu do zmierzchu) oraz kolekcje roślin.
Zimą Obora to raj dla saneczkarzy - jest tu duży tor zjazdowy.

W podraciborskich lasach, tuż nad rdzawą rzeką Rudą ukryte jest pocysterskie
opactwo zamienione na początku XIX w. na siedzibę książąt von Ratibor (ok. 20
km od Raciborza w kierunku Gliwic). Ileż to ważnych osób tu gościło! Nieutulona
w bólu po stracie synka księżna Wiktoria (córka królowej angielskiej,
późniejsza cesarzowa Niemiec), kanclerz Klodwig von Hohenlohe, liczni książęta,
no i sam Wilhelm II. Zniszczony w 1945 r. pałac jest dziś odbudowywany przez
diecezję gliwicką. Część pomieszczeń można zwiedzać popołudniami w weekendy.
Polecamy jedną z największych w Polsce kolekcji pisanek z całego świata.

W pełnej krasie prezentuje się pocysterski kościół Wniebowzięcia Najświętszej
Marii Panny z surowym gotyckim wnętrzem oraz unikalną barokową kaplicą mariacką
z cudownym obrazem Matki Boskiej Pokornej (otwarty przez cały dzień). Do
spacerów kusi przypałacowy park, a na przejażdżkę lasami możemy się wybrać
zabytkową kolejką wąskotorową (stacja w Rudach za kościołem św. Magdaleny,
codziennie od godz. 9 do zmroku na trasie Rudy - Paproć - Rudy, bilet 6 zł,
ulgowy 4, grupy 2 zł od osoby). Na stacji w Rudach obejrzymy zabytkowy dworzec
oraz parowozownię zamienioną na małe muzeum techniki
(www.dev01.nazwa.pl).

Rudy mają swoje miejsce w historii polskiej kultury. To tu znaleziono słynny
katalog magii mnicha Rudolfa, czyli XIV-wieczny traktat o dobrej spowiedzi
(dziś w Zbiorach Specjalnych Uniwersytetu Wrocławskiego). "Już Ewa, pierwsza
matka, przekazała zarazek bałwochwalstwa - wsączony jej przez diabła pod
postacią węża - swoim córkom, to znaczy głupim kobietom chcącym więcej wiedzieć
niż przystoi" - perorował Rudolf we wstępie do swego słynnego dzieła
opisującego magiczne praktyki i zabobony wieśniaków.

Lasy wokół Rud pełne są malowniczych uroczysk, XIX-wiecznych leśniczówek, a
pamiętający ogromny pożar z 1992 r. mogą zajrzeć na odnowione pożarzysko między
Brantolką a Kuźnią Raciborską. Prowadzi tędy fragment najnowocześniejszej na
Śląsku ścieżki rowerowej, tzw. rudzkiej pętli (16 km, punkty widokowe, altanki,
tablice opisujące faunę i florę).
Na koniec zostawmy sobie Łubowice w gminie Rudnik (droga nr 45 Racibórz -
Opole), starą wieś na nadodrzańskim wzgórzu. Tu w 1788 r. urodził się poeta
Joseph von Eichendorff (zm.1857). Tu też w pradziejach było potężne grodzisko
kultury łużyckiej. We wsi zachowały się ruiny pałacu, jest też muzeum
archeologiczne (zwiedzanie izby i muzeum po uzgodnieniu, szczegóły na
www.eichendorff-zentrum.vdg.pl).
Pobożni powinni wstąpić do XVII-wiecznego drewnianego kościółka św. Krzyża w
Pietrowicach Wielkich (około 10 km od Raciborza drogą na Kietrz i Głubczyce).
Schowane w dolince pątnicze miejsce słynie z cudownego obrazu Jezusa i źródełka
z leczniczą wodą. Co roku w drugi dzień Wielkanocy odbywają się tu słynne
procesje i festyny konne. Kościół otwarty jest tylko w czasie nabożeństw, ale
wnętrze można obejrzeć z kruchty przez specjalną kratę. Przez cały dzień można
zaczerpnąć rześkiej wody z cudownego źródełka.

serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,71718,3908119.html?as=1&ias=2&startsz=x

Kalwaria Pacławska

Kalwaria Pacławska
Kalwaria Pacławska: Pątnik na ścieżkach

Jarosław Nowacki 18-03-2005, ostatnia aktualizacja 17-03-2005 20:58

Cicha osada wtulona w zakątek południowo-wschodniej Polski przyciąga tłumy,
zwłaszcza w Wielkim Tygodniu, gdy odgrywane są Misteria Męki Pańskiej

Na początek legenda. Kasztelan lwowski Andrzej Maksymilian Fredro zobaczył na
polowaniu jelenia, w którego porożu ukazał się jaśniejący krzyż. Uznał to za
znak z nieba i postanowił wybudować w tym miejscu klasztor wraz z kalwarią.
Miejsce było doskonałe - wzgórze z płynącą u jego stóp rzeką Wiar. Można było
dopatrzyć się podobieństwa do świętych miejsc w Jerozolimie: wzgórze
symbolizowało Golgotę, rzeka - biblijny Cedron w Dolinie Jozafata, a
wzniesienie po drugiej stronie doliny - Górę Oliwną.

***

Kalwaria Pacławska na Pogórzu Przemyskim. Oryginalne, drewniane zabudowania z
1668 r. spłonęły w kolejnych pożarach. Dziś murowany klasztor i kościół z
XVIII w. oraz XIX-wieczne kapliczki są celem pielgrzymek wiernych i turystów.
Główną budowlą na szczycie 465-metrowego wzgórza jest franciszkański klasztor
z kościołem Znalezienia Krzyża Świętego. Typowa dla baroku dwuwieżowa fasada
doczekała się w XIX w. ciekawych modyfikacji. Na dole dobudowano wysunięte
przed lico ściany łukowate podcienia, nad którymi urządzono galeryjkę
ozdobioną figurami czterech ewangelistów. Wewnątrz najcenniejszym zabytkiem
jest XVII-wieczny obraz Matki Boskiej (wcześniej zwanej Kamieniecką, obecnie
Pacławską) w srebrnej sukience. Podanie głosi, że Turcy zdobywszy Kamieniec
Podolski, zbezcześcili i wyrzucili z kościoła obraz już wtedy uznawany za
cudowny. Pewnemu pobożnemu starcowi przyśniła się Matka Boska, która poleciła
mu go odnaleźć i dostarczyć do Kalwarii. Od 1679 r. jest tu na stałe i
odwdzięcza się licznymi łaskami, o których świadczą wota dziękczynne i obrazy.

Warto też obejrzeć barokowe ołtarze boczne i XIX-wieczne polichromie. Do
kościoła przylegają budynki klasztorne, a tuż obok mieści się Dom Pielgrzyma.

***

Przy pierwszych, XVII-wiecznych kaplicach mieszkali niegdyś pobożni
pustelnicy, później niezbyt mile widziani przez zarządzających całością
franciszkanów. Z obecnych 41 kaplic sześć jest drewnianych, pozostałe
murowane. Wszystkie w stylu neoklasycystycznym, z elementami baroku,
doskonale komponują się z sielskim krajobrazem łagodnych wzgórz. By zobaczyć
każdą z nich, trzeba przejść dziesięć kilometrów, często klucząc.

Najlepiej wybrać jedną z pielgrzymkowych ścieżek: Dróżki Męki Pańskiej (znaki
czerwone), Dróżki Matki Bożej Bolesnej (niebieskie), Drogę Krzyżową (czarne),
Dróżki Pogrzebu i Wniebowzięcia NMP (zielone) i dróżkę do odosobnionej
kapliczki św. Marii Magdaleny stojącej na miejscu wczesnośredniowiecznego
grodziska (żółte). Część ścieżek pokrywa się na niektórych odcinkach, warto
więc kupić choćby schematyczną mapkę, aby dotrzeć tam, gdzie chcemy.

Pielgrzymowanie rozpocznijmy od stojącej przy kościele kaplicy św. Rafała,
patrona podróżnych, aby dostać od niego błogosławieństwo na dalszą drogę.
Oprócz typowych stacji drogi krzyżowej jest też m.in. wieczernik, domy
Annasza i Kajfasza, okazały pałac Piłata, Grób Matki Bożej oraz zadaszone
Święte Schody - Gradusy, które, zgodnie z tradycją trzeba przejść na kolanach.

Cała trasa pochłonie od dwóch do czterech godzin i sporo wysiłku, bo różnica
poziomów między szczytem wzgórza a doliną rzeki Wiar, którą przecinają
dróżki, wynosi 200 metrów. W nagrodę czekają cieniste lasy i rozległe polany
oraz wspaniałe widoki szczytów i pagórków sięgających na ukraińską stronę.

"Gazeta Wyborcza" - dodatek "Turystyka"

Pytania do dr. Jędrasiaka i dr. Swkrzemien

Panie,Mam dośc tych długich Pana wywodów.Napisałam,ze znieczulenie może być
grożne i tego będę się trzymała.I nie dlatego , ze gdzieś jest be a u mnie jest
dobrze. Tylko dlatego u mnie jest tak dobrze bo rygorystycznie przestrzgamy
pewnych zasad.Mam tę przewagę nad Panem, bo wiem,iż kazuistyka o której Pan tak
mówi, wcale nie jest rzadka szczególnie w Polsce i to z powodów, o których cały
czas mówię i piszę. I Pan wybaczy ,ale pacjentci jeśli nie ,sa lekarzami, są
laikami.Tak jak ja używam komputera, ale to nie znaczy,że jestem
informatykiem,czy elektronikiem. Jestem w tej dziedzinie laikiem i wcale się
nie obrażę, jeśli tak mnie nazwą. Kazuistyka w Polsce jest dośc znaczna jak na
liczbę znieczulanych porodów z powodu mizerii finansowej.Kupuje się byle jakie
leki ( np polska niestandaryzowana bupiwakaina czy lignokaina, nieprzewidywalny
w działaniu fentanyl,cewniki rozciągajace sie na 1,5m, urywajace sie nasadki i
t.d,), byle jaki sprzęt monitorujacy albo wogóle sie jego nie kupuje. Efekty
tego mamy na tym forum.Ale o tym mowią tez koledzy z Polski.Maja narzucone
oszczędności i znieczulenia wychodzą tak jak opisują to forumowiczki i są
najczęsciej niezależne od ich umiejetności.
Więc nie szukałabym,czy cewnik jest wprowadzonay zagłęboko (tzn
podpajęczynówkowo?- to jest groźne!) czy też w nieodpowiednim odcinku
kręgosłupa ( piersiowym? bo w położnictwie ma Pan dość dużo dostepów, począwszy
od rozworu krzyżowego - jak Pan zapewne wie- do L2 + blokady współczulne)czy
też cewnik został wprowadzony za wysoko-czy tez zboczył, czy wogóle nie zostal
wprowadzony do przestrzeni zo( uzywajmy nawet wobec laików prawidlowego
nazewnictwa). Bo wszystko to może być spowodowane tym o czym pisalam wyżej.
Co do monitorowania.Panie, nie obchodzi mnie monitorowanie położnicze- o to
niech martwią się położnicy.Chodzi mi o to, że znieczulenie porodu jest blokadą
centralną i nikt przytomny nie powinen jej wykonywać bez odpowiedniego
monitorowania czy możliwosci nadzoru.Tak jak żadnego innego znieczulenia.Sprawa
nadrzędna jest nie szkodzić, ma być bezpiecznie dla matki i dziecka - one maja
w perspektywie lącznie ~150 lat życia. Niech mnie Pan nie smieszy kontrolami i
dopuszczeniami do procedur.Urtarło się,że rodzące są zdrowymi kobietami i nic
im nie będzie.No i mamy partyzantkę z licznymi wpadkami. Tak sie składa,że
interesuje mnie, co jest na stacji benzynowej, bo od tego jak jej urządzenia
działają to albo się zabiję po drodze, albo nie dojadę do celu.
Wszystkim ciężarnym forumowiczkom życzę bezpiecznego i bezbólowego dotarcia do
celu jakim będą narodziny upragnionego dziecka. Na tym kończę swój udział w tym
forum.
PS. Poprzedni urywek wyslałam niechcacy przewczesnie - ale jestem
nieobrażajacym się laikiem.Natomiast komentarz Pana DJ świadczy jak zwykle o
jego klasie.

Gaduj - zgadula?

Uzupełnienie zagadki 21.

Ligota Książęca – WNIEBOWZIĘTA UCIECZKA GRZESZNYCH
Pomiędzy Stanisławowem a Kołomyją (dzisiejsza Ukraina) leży
miejscowość Otynia. Mieszkający tam Polacy, po napaści Sowietów,
musieli w pośpiechu uciekać do Macierzy. Zamiast zabierać ze sobą
domowe sprzęty i ubrania, pakowali do skrzyń wyposażenie swojego
kościoła. Na Dolny Śląsk, koło Namysłowa przywieźli nie tylko obraz
Matki Bożej, ale cały główny ołtarz, ołtarze boczne i ambonę, a
nawet chrzcielnicę i stacje Drogi Krzyżowej oraz sprzęty
liturgiczne. Niewiarygodne, ale prawdziwe! Pisano o tym fenomenie
wiele artykułów, a nawet prac magisterskich i doktorskich, nakręcano
filmy.
Wizerunek Matki Bożej Wniebowziętej namalował w 1718 r. Kazimierz
Ładoński z Żukowa. W 1997 r. ówczesny metropolita wrocławski kard.
Henryk Gulbinowicz dokonał w Ligocie Książęcej koronacji obrazu
Matki Bożej i ustanowił tam Sanktuarium. 40 lat wcześniej parafianie
odbudowali poprotestancki kościół (spalony przez Rosjan w 1945 r.),
a biskup Bolesław Kominek – późniejszy metropolita i kardynał,
erygował przy nim parafię. Neogotycka świątynia trochę przypomina
tamtą z Otynii. W pobliżu obrazu jest chorągiew, wyhaftowana w
Jerozolimie przez polskie siostry zakonne, na zamówienie żołnierzy
wracających z „nieludzkiej ziemi” pod wodzą gen. Andersa. Gorliwym
kustoszem sanktuarium jest ks. Kanonik Józef Wojdak.
Tyle wiadomości oficjalnych.

Nieoficjalnie udało mi się dowiedzieć, że przewiezienie opisanych
elementów ołtarza przez granicę nie było takie łatwe. Ołtarz był
podzielony na bardzo wiele elementów, które były przekazane
poszczególnym rodzinom. Każdy miał zadanie dowiezienia swojego
elementu. Niejednokrotnie zmuszało to ludzi do stosowania różnego
rodzaju zabiegów takich jak przekupstwo za pomocą alkoholu i
pieniędzy. Ludzie mieli świadomość, że pozostawiając wyposażenie
swojego kościoła na Ukrainie, zostanie to wszystko zniszczone, i
dorobek wielu pokoleń ulegnie całkowitemu zniszczeniu. Mieli rację,
ponieważ wiemy co się stało z kościołami na wschodzie. Po
przyjeździe na ziemie odzyskane, nie mając pewności na jak długo
tutaj przybyli, nie śpieszyli się z ujawnianiem posiadanego skarbu.
Kościół w Ligocie został odbudowany w 1958 r. Nie wszyscy jednak
śpieszyli z oddaniem posiadanych sprzętów do kościoła. Jeden
mieszkaniec Brzozowca, nie będę wymieniał nazwiska, miał zakopane w
stodole szaty liturgiczne oraz monstrancję. Ludzie powiadają, że był
ciężko chory, lecz nie mógł odejść z tego świata. Prawdopodobnie,
dopiero po ujawnieniu miejsca, w którym ukryte były owe skarby
spokojnie umarł. Niestety większość z tych elementów nie nadawała
się już do użytku. W międzyczasie ludzie do kościoła dokupili nową
monstrancję, więc obecnie są dwie. Wśród mieszkańców okolicznych wsi
krąży wiele ciekawych opowieści o tamtych czasach, ale nie sposób
wszystko spamiętać i opisać. Dodam tylko, że tamtejszy proboszcz,
zanim objął obecną parafię, sprawował swój urząd w jednym z
oławskich kościołów. Obecnie, od stycznia br. Parafia ta została
siedzibą dekanatu, którą przeniesiono z Namysłowa. Wierni skupieni w
tej parafii są bardzo, ale to bardzo dumni z tego faktu. Jeżeli ktoś
posiada informacje mogące uzupełnić moje ustalenia to serdecznie
proszę o podzielenie się nimi. Przyznam szczerze, że gdyby nie ten
wątek, to z pewnością aż tak bardzo bym się nie zainteresował
opisanym Sanktuarium i jego historią.
Pozdrawiam serdecznie.

Alleluja!!!

Ks. Tomáą Halík / 18.03.2008

Wydarzenie, które trwa
Zmartwychwstanie Chrystusa musi pozostać prowokacją, głupstwem w
oczach „mądrości tego świata". Gdybyśmy tę centralną tajemnicę
naszej wiary chcieli „udowodnić" i zrobić z niej coś, co zostałoby
bezproblemowo przyjęte przez wszystkich, zniweczylibyśmy ją.
El Greco, Zmartwychwstanie (fragment)
Zobacz także:
Tygodnik na Wielkanoc 2008
Nr 12 (3063), 23 marca 2008
Bóg jest dla wielu Bogiem nieznanym – może także dlatego, że jest
tak bliski. Zazwyczaj nie myślimy o powietrzu, którym oddychamy, nie
widzimy samego światła, widzimy jedynie rzeczy w świetle. Nie
widzimy nawet swojej własnej twarzy, tylko jej odbicie w
zwierciadle. Także „Bożą twarz" możemy zobaczyć wyłącznie w
zwierciadle – a tym zwierciadłem jest wedle apostoła Pawła Jezus,
zwłaszcza w wydarzeniu paschalnym. Paweł nie chce znać niczego
więcej, jak tylko Jezusa ukrzyżowanego (por. 1 Kor 2, 2).

W krajobrazie Pawłowego myślenia dominuje krzyż – Apostoł mówi o nim
chyba jeszcze częściej niż o zmartwychwstaniu, które na pewno
słusznie uważamy za serce wielkanocnej nowiny. W przepowiadaniu
chrześcijańskim krzyż i zmartwychwstanie stanowią bez wątpienia
nierozerwalną całość. Jednak ich wzajemna relacja nie jest w pełni
symetryczna. Podczas gdy nowina o zmartwychwstaniu „bez krzyża" (i
wszystkiego, co krzyż oznacza – łącznie z opuszczeniem Jezusa przez
Ojca) byłaby nawet w pewnym sensie niebezpieczna, to krzyż już
poniekąd niesie w sobie zwycięstwo, któremu pozwoli zabrzmieć „rano
po szabacie", wraz z pustym grobem i tym, co o nim słyszymy od
anioła, siedzącego na odwalonym kamieniu. To, w czym nowina o
zmartwychwstaniu, oderwana od wydarzenia paschalnego,
byłaby „niebezpieczna", wyraził dobitnie J. B. Metz: jeśli w naszym
głoszeniu zmartwychwstania nie będzie słyszalny równocześnie krzyk
Ukrzyżowanego, nowina ta stanie się mitem o zwycięstwie, a nie
sercem teologii chrześcijańskiej.

Pawłowi ogromnie zależy na tym, „aby nie zniweczyć Chrystusowego
krzyża" (1 Kor 1, 17). Również nam powinno zależeć na tym samym, aby
nowina ta nie została przez cokolwiek zniweczona i osłabiona – także
przez zbyt powierzchowne pojmowanie zmartwychwstania. Trzeba bronić
głębokiej prawdy o zmartwychwstaniu, by nie została ona
zbanalizowana, by także ona nie została „zniweczona" – i osłabiona
przez to, że ulokujemy ją pomiędzy bruta facta, na poziomie innych
zwyczajnych wydarzeń naszego świata. Nie jest to bowiem ani
zwyczajne wydarzenie, ani też „cud" w znaczeniu owych niezwykłych
zjawisk, z jakimi spotykamy się w opowieściach ewangelijnych,
począwszy od przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej, po
przywrócenie do życia zmarłego Łazarza. Jest to coś nieporównanie
większego i ważniejszego – czego nie da się porównać z czymkolwiek.

Właśnie dlatego nowina o zmartwychwstaniu wymaga od nas o wiele
więcej niż naszej rozumowej akceptacji – ponieważ w obliczu tej
przepastnej tajemnicy nasz rozum doznaje oczywiście wstrząsu; wymaga
jeszcze głębszej formy naszego uczestnictwa, jeszcze innego,
bardziej zasadniczego kształtu naszej egzystencjalnej akceptacji
tego wydarzenia, tej wielkiej prawdy wiary. „Wierzyć w
zmartwychwstanie Chrystusa" znaczy o wiele więcej niż tylko wyznawać
pogląd, że „to się kiedyś stało". Nasza wiara w zmartwychwstanie
potwierdza się przez nasz współudział w tym wydarzeniu, przez
nasze „współzmartwychwstanie". Wedle Pawła także my razem z
Chrystusem powstaliśmy z martwych (Kol 3, 1), a skoro Chrystus
powstał z martwych, więc i my musimy teraz żyć w całkiem nowy sposób
(por. Rz 6, 5)!

***

Kiedy w Wielki Piątek czytam opis Męki Pańskiej według św. Jana,
zakończony opieczętowaniem grobu, lub odprawiam Drogę Krzyżową,
której ostatnia stacja koncentruje się na tym właśnie wydarzeniu,
złożeniu do grobu, zawsze uświadamiam sobie: tym grobem jesteśmy my.
W nas ma się dokonać Zmartwychwstanie.

To, że centralnym symbolem chrześcijaństwa stał się krzyż, a nie
obraz zmartwychwstania, nie wynika jedynie z faktu, iż wydarzenie
zmartwychwstania i zmartwychwstały Jezus są trudniejszym do
opracowania tematem dla sztuk pięknych. Również krzyże na murach
kościołów i na ścianach naszych domów wzywają nas: teraz idź i swoim
życiem dopowiedz to wydarzenie! Ostatnią stacją Drogi Krzyżowej jest
obraz złożenia do grobu, ale droga medytacji powinna być
kontynuowana w naszym dalszym życiu. Powiedziano nam: teraz ty
zostałeś wybrany na „świadka Zmartwychwstania" – ty masz
zaświadczyć, w jaki sposób Jezus jest w tym świecie i w tobie żywy!

(...)

Przeł. Andrzej Babuchowski
Cały artykul w najnowszym Tyg.Powsz.

i kaj sie dziś wybrać?

punkt kontrolny przy pawilonie GS (droga na Racibórz)

Miasto, siedziba Urzędu Gminy. Wieś wzmiankowana w 1305 r. W 1526
r. Sośnicowice uzyskały prawa miejskie, by je utracić w 1945 r. Od
1995 r. Sośnicowice mają znowu status miasta. W latach 1555-1679
własność Trachów, w latach 1835-1945 - należały do księcia
raciborskiego.

Kościół paraf. p.w. św. Jakuba Starszego, 1447, późnogotycki,
przebud. 1786-1795 po pożarze w 1780 r. Wyposażenie
barokowe. Po płn. stronie kościoła niski, kamienny, średniowieczny
krzyż pokutny.

Pałac późnobarokowy z 1755 r. zbudowany dla Karola Józefa von
Hoditz, na miejscu średniowiecznego zamku. W skrzydle wschodnim
znajdowała się kaplica pałacowa. Dekoracje utrzymane w stylu
regencji i wczesnego rokoka.

Rynek - Zachowany układ działek w pierzejach rynkowych.

Cmentarz, pocz. XIX w.,

Sierakowice

punkt kontrolny obok drewnianego kościoła
Kościół będzie udostępniony do zwiedzania w godzinach 10.30 –
14.00. O ciekawym wnętrzu tego kościoła, oraz o innych drewnianych
kościołach ziemi gliwickiej opowie dr Jerzy Gorzelik

z Uniwersytetu Śląskiego – przewidziano dwa wykłady o godz. 11.00 i
12.00

Rudy

punkt kontrolny na terenie stacji kolei wąskotorowej - Oprócz
zwiedzenia skansenu możliwa jest również przejażdżka koleją o
pełnych godzinach.
- Zespół pocysterski - Najstarszy dokument dotyczący konwentu w
Rudach pochodzi z roku 1258,

kościół pw Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny jest to trójnawowa
bazylika z transeptem i prezbiterium na planie zbliżonym do
kwadratu. W latach 1723-1726 na przedłużeniu południowego ramienia
transeptu wybudowano kaplicę wybudowano kaplicę, w której znajduje
się do dzisiaj słynny obraz z XV w. Matki Boskiej Pokornej. Obok
znajdował się klasztor, później dobudowano pałac opacki po kasacie
zakonu w 1810 roku przekształcony w siedzibę rodu Hohenlohe

- Park założony przez książąt raciborskich. Możemy tu znaleźć około
20 egzemplarzy roślin o statusie pomnika przyrody, ponad 70 gatunków
krzewów i drzew egzotycznych.

Zespół ten jest zgłoszony do rejestru Dziedzictwa Kulturowego
UNECSO jako zabytek klasy zerowej.

- Plebania - koniec XIX w. Na filarach balustrady schodów figury
św. Jana od Krzyża i Floriana, XVIII w.

- Dawny szpital, założony staraniem Juliiusza Rogera 1858,
przebudowany 1910, neogotyk angielski. Obok ciekawa ścieżka
dydaktyczna o początkach hutnictwa

- Budynek dawnego zarządu dóbr, ok. 1920, portyk 4-
kolumnowy

- Kościół cmentarny p.w. św. Marii Magdaleny, 1880-84, neogotycki,
przy gł. alejce cmentarza mogiła Juliusza Rogera,

- Budynek poczty, pocz. XX.

Pasja Mela Gibsona jest filmem idiotycznym jeżeli

Film o przebaczeniu czy pokaz tortur? Rozmowa z ks. Andrzejem Lutrem o "Pasji"
Gibsona.

Paweł Goźliński

Gibson mówi: to było prawdziwe ciało, prawdziwa krew, prawdziwy ból, prawdziwa
śmierć. Zobacz, dotknij

Czy będzie skandal?

Nie będzie, nie powinno być.

To po co te środki ostrożności: tajny pokaz kilka tygodni przed premierą,
zobowiązywanie uczestników seansu do milczenia. Tylko duchowni wcześniej
obejrzeli film, dziennikarze - nie.

Trzeba o to pytać twórców filmu, dystrybutorów. Zresztą minęły dwa tygodnie i
możemy rozmawiać.

No więc pokaz, na sali czterech biskupów, kilku księży, zakonnice...

...przewodniczący Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, a także
świeccy. Po pokazie cisza. Dawno nie słyszałem w kinie takiej ciszy. Nikt nie
wstawał, jakoś nikt nie miał ochoty na dyskusję. Miałem w oczach łzy. Nie ma
mowy, żeby się przed nimi obronić. Ale żadne tam łzy wzruszenia: jakie to
straszne, że On tak za nas cierpiał, jak ja mu teraz współczuję. To nie to. Te
łzy pomogły mi odreagować napięcie, które wzrastało z minuty na minutę. Od
modlitwy w ogrodzie Getsemani aż do zmartwychwstania.

Film wciska w fotel?

W ziemię.

W "Pasji" są sceny na granicy ludzkiej wytrzymałości. Przede wszystkim
biczowanie, długa, celebrowana, szokująco okrutna scena. Wykorzystane są w niej
wszystkie możliwe narzędzia męki - biblista powie, że one tak wyglądały, że to
właśnie tak mogło być. Pejcze, bicze zakończone kulami i kolcami, które wbijają
się i rozrywają ciało. Po biczowaniu wielu skazańców umierało z bólu i
wyczerpania. Ty to wszystko widzisz, kamera nie ucieka, zabiera ci komfort
ucieczki, dystansu.

Zaraz potem korona cierniowa. To nie jest koronacja - to wciskanie jej,
przybijanie deską do głowy skazańca. Jakim cudem ten Jezus jest jeszcze
przytomny? W jaki sposób on uniesie krzyż?

Po co cała ta dosłowność? Czy to nie jakiś "paleokatolicyzm" - zamiast dystansu
i próby zrozumienia mamy kawę na ławę, "tak jak było".

Spójrzmy na drogę krzyżową w naszych kościołach: Jezus upadł, drugi raz upadł,
trzeci raz upadł, przeszedł, poszedł, ukrzyżowali go, umiera. Czasami przed
kolejnymi stacjami popisujemy się jakimiś głębokimi albo mniej głębokimi
medytacjami i to wszystko. Męka nam spowszedniała. Tymczasem Gibson mówi: to
było prawdziwe ciało, prawdziwa krew, prawdziwy ból, prawdziwa śmierć. Zobacz,
dotknij. Skoro słowo nie działa, skoro symbole straciły moc... Jesteśmy odcięci
od ludzkiego, fizycznego wymiaru ofiary Chrystusa. Dlatego ten film trafił w
swój czas. Jako wstrząs i jako przypomnienie.

Co mi z takiego przypomnienia? Ja rozumiem, kiedy artysta się zmaga ze swoją
wiarą albo niewiarą - z tego może być poważne kino religijne, religijna
literatura. Na przykład Chrystus powraca - jak u Wajdy albo Pasoliniego - i
pasja wpisana zostaje w krajobraz współczesnego miasta, a przesłanie Boga-
człowieka jest konfrontowane z rzeczywistością. Albo - jak u Dostojewskiego -
powracający Chrystus zostaje odrzucony. Albo Chrystus jako człowiek, jak
w "Ostatnim kuszeniu" Scorsese.

I dlatego nie mogą powstać filmy, które są przede wszystkim aktem wiary, a nie
wątpienia? Dlaczego nie miałby powstać film, który literalnie próbuje iść za
Ewangelią? To się czuje - Mel Gibson w swoją "Pasję" włożył wszystko, całego
siebie. Co napiszą, to napiszą, co powiedzą, to powiedzą, ale ja to zrobię tak,
jak to czuję.

Nawet jeśli to "czucie" przemienia się w obraz, którego okrucieństwo ociera się
o patologię?

Patologię - nie. To jednak nie jest pokaz cierpienia dla cierpienia. Można
Gibsonowi postawić inny zarzut - że tak przedstawia ten ból, tak go unaocznia -
oto człowiek! oto Bóg, który umiera za nas - że, no proszę, widzicie! Możecie
teraz nie wierzyć?!

Szantaż? Emocjonalny szantaż?

To pan powiedział. Pewnie można tak odebrać "Pasję". Ja nie czułem się
szantażowany. Może dlatego, że ja nie wątpię, ja wierzę.

I Mel Gibson wierzy. A widzowie nie mają wyjścia: sam Ksiądz powiedział, że
natężenie emocji jest tak wielkie, że nie stać widza na refleksję, wciąga go
dosłowność obrazu i nie wypuszcza ani na chwilę. To nie jest więc misterium,
które ma nas przede wszystkim wtajemniczyć w sens ofiary - nawet jeśli
posługuje się obrazami okrucieństwa. Kiedy patrzę na fotosy z filmu, mam wręcz
wrażenie, że Gibson wszedł na teren zwyczajnego religijnego kiczu.

Kiczu? Bez przesady. Mimo tego całego okrucieństwa Gibson zrobił film głęboko
religijny, ale też głęboko psychologiczny.

serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,1923905.html

Jak to drzewiej na Podolu bywało

My naród twardy i wytrwały, żadna ziemska moc nas nie złamie, nie
zmoże nas ani ogień, ani kula, ani szubienica. Tylko Ty, o Panie
Wszystkowiedzący dopomóż nam! Oto pokornie bierzemy na barki swe
torby tułaczy i idziemy w świat.. A ciebie Głęboczku, nasza wiosko
rodzinna, żegnamy pieśnią rozpaczy: „Z dymem pożarów, kurzem krwi
bratniej Do Ciebie Panie, bijem w ten głos Skarga to straszna, jęk
to ostatni Od takich modłów bielej włos. My już bez skargi nie znamy
śpiewu Wieniec cierniowy wrósł w naszą skroń Wiecznie jak pomnik
Twojego gniewu sterczy ku Tobie błagalna dłoń."

Jest lato. Słońce przygrzewa, pola szumią zbożami, świergot ptasząt
napełnia pola miłemi głosami. Na pewnej stacji kolejowej na Śląsku
Opolskiem zostało odczepionych parę wagonów z repatriantami zza
Samu. Urzędnik kolejowy przegląda listy przewozowe i porównuje z
numerami na wagonach. Widzi on tych ludzi codziennie, już go nie
wzrusza ta biedota. Jadą ludzie z całej Małopolski Wschodniej, z
Wołynia, z Polesia. Setki i tysiące jadą na zachód, na nowe ziemie,
na nowy chleb. Za nimi pozostały ich domy i pola, a czasem zgliszcza
i popioły, a w wielu wypadkach - mogiły. Przed nami? Jest wielkie
nieznane. Będzie, co Bóg da! Ale, ot tak mimochodem pyta się: Skąd
jesteście? A ludzie nędzni, sterani podróżą, o zapadniętych
policzkach, zgarbieni i posiwieli z przeżytych nieszczęść.
Odpowiadają: -My zza Sanu, z tamopolskiego, my z Głęboczka! -Boże
miłosierny! Z Głęboczka? Ze wsi moich dziecinnych lat? Hej, hej.
Miły Boże! Gdzie Podole, a gdzie Opole, gdzie Głęboczek, a gdzie
Klodybach, czy jakieś Kunzendorf?! Rozsiali się ludzie po świecie,
jak jesienią liście z drzew. Ciągną się pociągi z repatriantami od
Jarosławia, hen aż po Gdańsk, od Przemyśla po Katowice, Bytom,
Wrocław. Taki nasz los! Tułają się ludzie po stacyjnych rampach,
tłuką się gospodarze po placach kolejowych, budują budy ze starych
kawałków blach, z desek, okrywają te nory ochłapami papy, obtykają
szmatami i siedzą w tych dziurach jak ostami nędzarze. Gorszy żywot
prowadzą jak wyśmiani niegdyś Cygani. Żyją ostatkami sił i ostatkami
nadziei w miłosierdzie Boże. Jest dzień 15 sierpnia. Wniebowzięcie
Najświętszej Maryi Panny. Wielki odpust na kalwarii w Winiatyńcach.
Kiedyś za dobrych czasów, cały Głęboczek wyjeżdżał uroczyście na ten
odpust. Ktoz was nie pamięta tych uroczystych nieszporów w
Winiatyńcach, kiedy w ciemny wieczór dziesiątki tysiące świec płonie
na ziemi, a drugie setki, tysiące gwiazd świeci na niebie? I zdaje
się człowiekowi, że niebo z ziemią się zmieszało i nie wiadomo,
gdzie granica jednego i drugiego. A te uroczyste procesje, a ta
wstrząsająca Droga Krzyżowa między tymi górami! Jakie to było
wszystko piękne, jakie wzniosłe! Gdzież ono dzisiaj jest? Minęło
wszystko jak sen. Minęło! A nam pozostały tylko wspomnienia. Biedna
głębocka gospodyni postawiła jakąś skrzynię, nakryła ją białą
chusteczką. Położyła na to obraz Matki Bożej kupiony kiedyś w
Winiatyńcach. Ustroiła to polnymi kwiatami i przed tym ołtarzem,
stojącym na rampie kolejowej w Otmuchowie i modli się. Modli się nie
ustami, ale łzami gorącymi i sercem krwawiącym. Prosi tę Opiekunkę,
która jedna jest i w Winiatyńcach i w Otmuchowie, i w Częstochowie,
i w Głęboczku, i w Klodebachu i na każdym miejscu kuli ziemskiej.
Prosi ją ta kobiecina o miłosierdzie, o łaskę wytrwania dla siebie
i dla tych milionów braci, bliźnich rozrzuconych po całej Polsce.
A nasi gospodarze, a nasi właściciele szerokich gruntów, wysokich
bram, obszernych pól, gdzie oni są? Co się dzieje z nimi? Jedni za
zmartwienia skurczyli się w swoich budach i cały świat ich nie
obchodzi. Drudzy kręcą się z kąta w kąt i niby to cos robią, niby to
czymś się zajmują, a widzi się, że sami siebie okłamują i nas
patrzących chcą okłamać. Robak zgryzoty zakorzenił się głęboko w ich
serca i nie mają siły wyrzucić go stamtąd. Bracia mili, dlaczego
straciliście wiarę w miłosierdzie Boże? Dlaczego łazicie jak cienie
i wzdychacie za utraconym szczęściem? Czyście już zapomnieli jak od
małego dziecka, w Głęboczku w kościele, na każdych nieszporach
śpiewaliście:

„Głodnych nasycił hojnie i w dobra spanoszył Bogaczów z torbą puścił
i nędznie rozproszył"

Jeżeli druga zwrotka tej pieśni sprawdziła się w naszym narodzie, by
nas za grzechy nasze i ojców naszych Bóg z torbami puścił i nędznie
rozproszył, to wierzymy szczerze w sprawiedliwość Bożą, że
i pierwsza zwrotka tego wzniosłego „Magnificat" na nas się spełni,
że głodnych nasyci hojnie i w dobra spanoszy. Nie można tracić
wiary, nie można upadać na duchu. Moc Boża jest większa nad
wszystko, nad nasze myśli, nad nasze pojęcia i rozumowania, nad
zakusy naszych wrogów i większa nad wszystko to, co sobie wyobrazić
możemy. Więc nie traćcie ducha, nie upadajcie. Weźcie się zgodnie do
pracy, nie bądźcie zarozumiali, nie krzywdźcie jeden drugiego.
Nauczcie się przebaczania; dawnych krzywd wyrządzonych wam przez
waszych współbraci Polaków - nie pamiętajcie. Wszystko trzeba
zapomnieć. Pamiętajcie, że nie ma na świecie dwóch ludzi jednakowej
natury, jeden jest taki - drugi owaki. Mądrzejszy niech poda ręki
temu słabszemu, bogatszy niech poratuje biedniejszego. Takim
postępowaniem zbudujecie braterską gromadę. A takiej gromady nie
rozbije nie tylko banderowska hołota, ale nawet Lucyper, piekło nie
da jej rady. Trzymajcie się kupy, a przetrzymacie te ciężkie chwile
naszego narodu. Największym złem - to upaść na duchu. Nie wolno nam
tracić nadziei, choć czasem mówią, że nadzieja jest matką głupich,
ale człowiek, który całkiem straci nadzieję popełnia samobójstwo.
Nadzieja na lepsze jutro utrzymuje narody świata, więc nam jej
tracić nie wolno. Proszę was, drodzy bracia, wszelką niezgodę
i nienawiść wyrzućcie z serca precz. Czy mało nas Bóg chłostał za
grzechy nasze? Jak śpiewaliśmy w suplikacjach w naszym kościele,
w pieśni; „Przed oczy twoje. Panie, kiedy nas karzesz prosimy Cię,
abyś się zmiłował, a kiedy przestaniesz, pobudzamy Cię, abyś nie
folgował".

Zastanówmy się i nie pobudzajmy sprawiedliwości Bożej. Niech nam
wystarczy to, cośmy przeszli, a da Bóg, że wszystko przetrzymamy
i wytrzymamy.

Tokarczyk Władysław, 1945 rok